Miesiąc za Nami





Minął miesiąc. Miesiąc od czasu jak Nasz świat został wywrócony do góry nogami po raz drugi, chociaż można by powiedzieć, że przecież był to drugi raz i powinniśmy wiedzieć już, z czym to się je i jak to wygląda.  Ale nic bardziej mylnego. U Nas wszystko wyglądało zupełnie inaczej. Zaczynając od formy porodu kończąc na zachowaniu Drugorodnego.
Jak to mówią życie lubi płatać psikusy. Nam przez ten miesiąc sprawiło ich kilka, ale są takie dwa, które przysporzyły (lub nadal przysparzają) dużo kłopotów.

 Ksawery urodził się dużo mniejszy od swojego brata, tutaj okazuje się, że 3 cm są ogromną przepaścią, (dlatego pozwoliłam sobie na podkreślenie słowa dużo). Mianowicie Filip miał 57 cm, natomiast jego młodszy brat 54 cm. To właśnie tutaj pojawił się nasz pierwszy wielki problem, który już w na drugą dobę po wyjściu ze szpitala przegonił nas do sklepu, bo okazało się, że praktycznie WSZYSTKIE CIUSZKI SĄ ZA DUŻE! Więc trzeba było kupić coś nowego, co też okazało się nie łatwe, bo przecież rozmiar 56 też był za duży, a znaleźć od ręki (w niedzielę) coś w rozmiarze 50 graniczyło z cudem (a rozmiarówka smyka mnie zabiła tzn. – późniejsze porównanie rozmiaru 56 z F&F z rozmiarem 50 ze smyka pokazało, że F&F ma mniejsze ubranka! – I bądź tutaj człowieku mądry….)

 Filip można powiedzieć był dzieckiem idealnym, zero kolek, gdzie go położyłeś tam spał, nie wymagał noszenia. Pokusiłabym się o stwierdzenie, że jego ulubioną pozycją było leżenie w każdej możliwej pozycji. Uwielbiał jeździć autem, wystarczyło go wsadzić do fotelika i spał, nawet nie zdążyliśmy dojść do auta. Książkowo też sprawdziło się to, że przesypiał większą część dnia przez pierwsze tygodnie swojego życia.Tutaj pojawiło się ciężkie zderzenie z rzeczywistością, gdyż Ksawery (kolek nie ma – odpukać) wręcz domaga się noszenia, przytulania i czułości. 

 Czy to jest efekt uboczny cesarki?
 A może po prostu taka jego natura? 

Raczej do tego nie dojdziemy.  
Na początku wystarczało tylko leżenie na którymś z rodziców, ale z czasem zaczęło się to zmieniać, bardziej pożądane jest przez Niego bujanie i chodzenie po mieszkaniu, bo przecież siedzenie w jednym i tym samym miejscu jest nudne. 
Ostatnio jeszcze bardziej zaczęłam wysławiać chusty, bo starszak się rozchorował, a coś do jedzenia trzeba było zrobić, a młodsze leżeć nie chciało. Czasami wystarcza mu świadomość tego, że ktoś leży obok niego, ale przecież nie da się przeleżeć całego dnia w łóżku. Może powinnam sobie tłumaczyć to tym, że Młodsze dba o moją formę po porodzie?! Dodatkowo nie jest fanem jeżdżenia autem, co wydaje mi się rzadkością u dzieci. Ile razy to słyszałam, „żeby go uśpić jeździłem autem po osiedlu”, a tutaj nie, to tak nie działa. Już podczas powrotu do domu ze szpitala dał nam o tym znać. Jak z Nim jechałam pierwszy raz autem sama to w prezencie dostałam taki koncert, że gdyby nie mus zrobienia zakupów to tak i tak miałabym przymusowy postój, bo aż zaczął się zapowietrzać. Przespanie całego dnia? Gdzieżby, na to raczej też nie ma, co liczyć, oczy jak 5 zł i jazda, koncerty, wrzaski. Oczywiście nie zawsze, nie żebym demonizowała tutaj swoje dziecko, broń boże! Wręcz przeciwnie, są takie chwile, gdzie zapatrzy się w coś, coś przyciągnie jego uwagę i jest spokój, ale ostatnio takich chwil jest zdecydowanie mniej, a koncerty pojawiają się z reguły wtedy, kiedy jestem w domu sama z dwójką i oboje coś chcą, albo trzeba coś zrobić. 

Oczywiście nie wszystkie dni są takie, ciężkie. Bywają dni lepsze i gorsze jak wiadomo, jak u każdego z Nas. 

To, że dzieci się od siebie z reguły różnią to wiadomo i u nas się to potwierdziło. Nikt nie mówił, że będzie łatwo. Ile razy to się słyszało „cierp ciało jak chciało”?! Nie będę narzekać, chociaż czasami chciałabym, że kilka rzeczy go ze starszym bratem łączyło i nie różniło;)

Pierwszy miesiąc za Nami, mam nadzieję, że każdy kolejny będzie lepszy! 

Komentarze

Popularne posty