Animal Show Kraków

Nie miałam ochoty spędzić kolejnego dnia w domu nic nie robiąc, dlatego szukałam jakiejś fajnej alternatywy na spełnienie czasu poza domem. Oczywiście najważniejsze kryterium to: Ma to cieszyć każdego z Nas.

W planach mieliśmy różne rzeczy, ale jak wiadomo pogoda w maju nas nie rozpieszcza, więc dla własnego komfortu ZOO oraz Dinusie w Zatorze postanowiłam odłożyć na później, tym bardziej, że przecież to jest zawsze, nie zmyje się za chwile, a poza tym chodzić trzeba po polu, więc jeżeli będzie można wziąć ze sobą mniej warstw ciuchów tym przyjemniej będzie się chodzić. Czyż nie?
Tak buszując po Internecie i facebooku nagle moim oczom ukazała się informacja o jakiejś wystawie w Krakowie. Na początku jakoś to do mnie nie przemówiło, wystawa zwierząt - pojawiały się sceny z filmów gdzie nadęci ludzie i ich wypielęgnowane pieski i kotki siedzą na tych podestach i „świecą”. Pomyślałam sobie to nie dla mnie. Później jednak stwierdziłam, że przecież to, co widziałam na filmach wcale nie musi mieć odzwierciedlenia w prawdziwym życiu (ach ten wpływ amerykańskich produkcji…) i postanowiłam przeczytać program tej imprezy. Jak się okazało moje wyobrażenie było mylne, a wręcz bardzo odbiegało od tego co miało się tam dziać.
Ptaki
Koty
Psy
Pająki
Węże
Gady
Motyle
Ryby
I wiele, wiele innych rzeczy.

Myślę sobie, co nam szkodzi, w końcu Filip lubi takie stworki i może mu się to spodoba i będzie zadowolony. Także postanowiliśmy pojechać i sprawdzić czy Nasze dziecko się tym zainteresuje i czy warto od czasu do czasu odwiedzać takie eventy.
Oczywiście przyjechaliśmy później, bo przecież wybrać się z dwójką dzieci i zdążyć gdzieś na czas/otwarcie graniczy z cudem. No może byśmy się wyrobili gdybym zaczęła się przygotowywać dzień wcześniej :D No ale przecież wejście nie było ograniczone czasowo, po prostu ominęło nas kilka wystąpień, które miały miejsce na początku.

Ale wracając do samej wystawy. Filip był zachwycony. Biegał od stoiska do stoiska chciał wszystko głaskać, a nawet brać na ręce niektóre ze zwierzątek (dobrze, że wybiliśmy mu to z głowy).  Z ogromną chęcią łapał motyle na rękę, chciał zdjęcie z wężem i jeszcze „miał pretensje” dlaczego to on go nie trzyma za głowę :O (po czym później bał się mrówki na chodniku, czego zdecydowanie zrozumieć nie mogłam po tej wystawie). Chodząc po tej hali słyszeliśmy, co chwile
„chcę do rybek”
„a co to?”
„Pani/Panu mogę pogłaskać”
„chodźmy tam”
„kupimy węża?”
„co to jest?”
„mogę wziąć na ręce?”
I wiele, wiele innych, które w pewnym momencie stawały się już uciążliwe, kiedy słyszeliśmy je po raz setny. W ciągu pobytu na Animal Show chyba tylko raz usłyszeliśmy „boję się go”. Było to, kiedy podeszliśmy do stanowiska Psów Ratowniczych z Nowofundlandami. Szczerze wam powiem, że się nie dziwię, bo przecież taki malutki człowieczek stanął koło takiego giganta, to, co innego mógł sobie pomyśleć? Przez chwilę mieliśmy wystawowy kryzys, mianowicie Dziecko nasze stwierdziło, że nie wyjdzie póki nie kupimy węża, bo On chce węża i koniec. Na szczęście udało się go zażegnać i odwrócić uwagę dziecka na coś innego i szybko zapomniał o wężu (swoją drogą ciekawe na jak długo)
Ja osobiście trzymałam się troszkę na uboczu ze względu na swoja alergię, a wiedziałam, że szybko do domu nie wrócimy i mogło się to nieciekawie skończyć, ale dzięki temu mogłam porobić zdjęcia, więc są tego plusy.

Po wyjściu były same ochy i achy do czasu. Mianowicie do czasu zakupienia przed wejściem w budce zabawkami plastikowego helikoptera i popcornu. Po tym zdarzeniu, kiedy zapytało się Filipa „jak Ci się podobało” padało stwierdzenie, bardzo podoba mi się mój helikopter i popcorn też był dobry. Jak wiać dziecku do szczęścia nie wiele potrzeba.  

Podsumowując:
Atrakcja dla dzieci jak najbardziej fajna, w jednym miejscu tyle stworków do miziania i nikt nie zabrania głaskać. Co może więcej dziecko potrzebować? Oczywiście nie tylko dla dzieci atrakcja, bo dla fanatyków zwierząt też atrakcja bardzo fajna.

Jedyna rzecz, która zdecydowanie mi się nie spodobała to fakt dojazdu, mianowicie po wpisaniu w nawigację adresu zostaliśmy wyprowadzeni w pole, a biorąc wskazówki z dojazdu na stronie też poprawy nie było i oznaczenie (mały znak na płocie) niekoniecznie był widoczny, ale na szczęście udało nam się dojechać na miejsce bez większego szwanku (nie licząc kilku straconych nerwów).

A teraz zapraszamy na małą relację z wystawy w naszym wykonaniu J












Komentarze

Popularne posty