Szydełkowy kosz na zabawki

Ciągłe pakowanie wszystkiego po pudłach i szafkach jest dla mnie najzwyczajniej nudne i monotonne. Brakuje mi w tym czegoś z duszą, czegoś, co będzie miało w sobie, choć trochę charakteru, coś będzie wyrażało. Tak powstał pomysł na szydełkowy kosz na zabawki.


Wykorzystując swoje umiejętności, które nabyłam będąc jeszcze dzieckiem postanowiłam się zmobilizować i zafundować dziecku kosz, nie jakiś pierwszy lepszy, który jest w sklepie tylko w określonych rozmiarach i później mieć przed sobą dylemat:

„czy aby na pewno ten nie będzie za mały?”
„A jak wezmę ten, to nie będzie za duży i nie będzie zajmował za dużo miejsca?”
„Patrz gdyby ten był taki pośredni pomiędzy tymi dwoma brałabym w ciemno”

Te dylematy mi odpadły, bo najzwyczajniej na świecie sama wybrałam sobie rozmiar, który najbardziej mi będzie odpowiadał, kształt, który będzie idealnie pasował do rzeczy, które będą do niego chowane i przede wszystkim materiał i kolor. Tutaj nie mogłam mówić, że kolor mi się nie podoba a może jakby był inny odcień. Sama szperając długo po Internecie znalazłam w końcu ten idealny. Ten, który najbardziej mi się podobał i odpowiadał kolorystyce pokoju, w którym będzie się znajdował.

Zrobienie tego kosza zajęło mi kilka dni, a dlatego, że w tym czasie Filip oczywiście był chory (a zawsze jak mam w planach zabrać się za „większy projekt” jego dopada jakaś choroba) i siedzi ze mną próbując cały czas pomagać (albo raczej „pomagać”), bo nie zawsze kończy się to dobrze. Dlatego zamiast poświęcić jeden dzień na pracę i drugi na dopieszczanie musiałam prace rozłożyć na kilka dni, bo wiadomo dziecko najważniejsze, trzeba nakarmić, ubrać, pobawić się itd.
W rezultacie, po dość długiej wojnie (w końcu to było moje pierwsze takie dzieło), kilku razowym pruciu i zaczynaniu od nowa udało się. Powstał kosz. Oczywiście Filip był prze szczęśliwy. Musiał od razu sprawdzić czy jak wyrzuci z niego wszystkie piłki to uda się tam wcisnąć. Dzięki rączką jest on „mobilny” także wraz z różna zawartością wędrował po całym domu, a Młody traktował go, jako „podręczną torbę” na swoje Przydasie. Dopiero po jakimś czasie udało się mu wytłumaczyć, że to jest kosz na piłki i tutaj zawsze je będziemy chować. A uwierzcie, że mamy ich dość spory arsenał, bo jeszcze jakiś czas temu mieliśmy fazę, gdzie nie pójdę tam przytaszczę ze sobą piłkę, także trochę się tego uzbierało. Na szczęście teraz są w jednym miejscu, a każdy, kto kiedyś próbował upchnąć piłki do plastikowego kosza wie, że to jest nie wykonalne, a pusta przestrzeń jest zbyt mała i nie da się upchnąć pomiędzy duże małe, a z szafy one po prostu wypadają i walają się po całym mieszkaniu.

Po zakończonej pracy moja satysfakcja i zadowolenie wzrosło podwójnie. Dlaczego?
  1. Filipowi spodobał się kosz, zaakceptował go w 100% i widzę, że zdał egzamin, bo odkłada zawsze do Niego rzeczy
  2. Pierwszy raz w życiu wykonałam coś takiego i o dziw się udało. Wyszedł, stoi, sprawdza się, nadaje się do użytku. Czego chcieć więcej?! 




A wy, co sądzicie? Lubicie takie rozwiązania? Czy rękodzieło w pokoju dziecka się sprawdza, czy może wolicie raczej plastikowe pudła lub szafy? A może macie jeszcze jakieś inne autorskie projekt dotyczące organizacji pokoju dziecięcego? 

Komentarze

Popularne posty